Wczoraj zakończyły się moje warsztaty kulinarne. Żałuję, bo naprawdę miło jest spędzić czas robiąc coś pożywnego, smacznego, a do tego w nie swojej kuchni. Oczywiście, że zawsze po sprzątaliśmy, ale o wiele szybciej i łatwiej sprząta się w 12 osób niż w 1, a bałagan przecież prawie taki sam (mimo, że dań więcej).
W czwartek robiliśmy słodkości, gdzie oczywiście zastosowanie odnalazła kasza jaglana (a jakże by inaczej, z kaszy umiem już zrobić wszystko: jaglankę na śniadanie, koktajl na drugie śniadanie, burgery z kaszy na obiad i jeszcze doszła tarta z masą z kaszy na podwieczorek). Ale robiliśmy też czekoladowe ciasto ratunkowe. Ratunkowe, bo robi się je w 10 minut, piecze (na odpowiedniej blasze to jest, żeby ciasto nie było w keksówce, a w płaskiej blasze!) 18 min, innymi słowy w razie niespodziewanych gości - szybkie i smaczne rozwiązanie. Po wtóre dlatego, że właśnie dziś sobie je szybciutko upiekłam, a już 1/4 zjadłam sama poprawiając pracę dyplomową. Rozumiecie, cukier, czekolada, praca, podły nastrój ... ;)
| Ciasto świeżo po wyjęciu z blaszki, na wierzchu posypka z brązowego cukru i cynamonu |
Natomiast w piątek były 2 śniadania i to o dziwo bez kaszy, za to aż 4 rodzaje muffinów - z szynką i serem, pizzowe, z cukinią i z marchwią i dynią. Osobiście najbardziej smakowały mi z szynką i serem, ale inne również były dobre.
Ponadto skorzystałam z okazji, że zajęcia prowadziła pani dietetyk i rozmawiałam z nią o moim problemie z piciem płynów. Jestem typowym wielbłądem - nie pije jak nie jem. Pani trochę mi pogroziła palcem. Dziennie musimy przyjmować co najmniej 750 ml płynów, inaczej nasze nerki nie są w stanie wydalić toksyn z organizmu. Mówiła, ze teraz jest spoko, dobrze się czuje, ale później nie będzie już tak różowo. No i że z tego odwodnienia, którego może nie czuję, ale moje organy owszem może brać się zmęczenie, zły nastrój i ogólnie słabe samopoczucie.
Także wracam do poprawiania pracy ze szklanką soczku...
Także wracam do poprawiania pracy ze szklanką soczku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz